Nowa historia Marvela „Co jeśli” zaczyna się od najgorszego poranka Obserwatora


Multiwersum Marvela staje się literackie.

W nowej serii Co jeśli…? książek, które porzucają komiksy, autorzy z całego spektrum gatunku będą łamać sobie ręce i zadzierać z kontinuum bohaterów i złoczyńców wydawcy komiksów. Najpierw: Co by było, gdyby… Loki był tego godny? z Madeleine Roux (seria Asylum), powieści, w której Thor nie żyje, Nowy Jork w płomieniach, Tony Stark na wojennej ścieżce dzierżącej asgardyjską technologię i Loki wygnany na Ziemię, żyjący wśród „wina w pudełkach, makaronu instant i czegoś w tym rodzaju regionalnej trupy performerskiej znanej jako Buffalo Bills. Loki zrobił oopsie, a książka Roux bada, czy jest na tyle godny, aby wszystko naprawić. Valkyrie będzie z tobą na przejażdżkę.

Zanim Co by było, gdyby… Loki był tego godny? ukaże się 2 kwietnia w księgarniach i innych punktach sprzedaży. Polygon ma do przekazania fragment układanki: prolog historii, który przenosi czytelników w szczególnie niespokojny moment w życiu Obserwatora. Jeśli myślałeś, że brak kawy to początek poranka z pięcioma alarmami, czytaj dalej, aby dowiedzieć się, że sytuacja może być o wiele gorsza.


Minęło dokładnie dziewięćset sześćdziesiąt siedem lat, odkąd Obserwator wykrył coś w rodzaju zaskoczenia drapiącego na skraju jej świadomości. Być Obserwatorem oznaczało stać się obserwatorem, obcym nie tylko wydarzeniom, ale i emocjom. Zaskoczony, pomyślała, jakie to dziwne, najpierw rozbawiony, a potem szybko zaniepokojony. Odwróciła się od bezczynnych rozmyślań i skierowała się w stronę mglistej sugestii uczucia. Niespodzianka. Co to może oznaczać? Czy to była prognoza? Omen? Ostrzeżenie?

Reklama

Obraz: Losowe światy domów

Rozmyślała o stracie i ironii losu Obserwatora tracącego nawet samo doświadczenie straty. Obserwatorka rozmyślała nad tą myślą przez kilka dziesięcioleci, wiedziała, że ​​pobłaża sobie, ale jej zadaniem było istnieć i monitorować, a nie wtrącać się. Wtedy przyszło jej do głowy, że być może to swędzące, drapiące, dokuczliwe zaskoczenie towarzyszyło jej już od dłuższego czasu, utrzymując się na obrzeżach, jak niespokojne, podskakujące dziecko czekające, aż matka zauważy jej obecność.

Czy kontemplowałem, czy może spałem?

Niezgłębiona liczba wszechświatów w Multiwersum dostępnych jej oczom rozwijała się przed nimi, rozciągając się łukiem, tak przyjemnym i uporządkowanym, jak mag rozkładający swoje karty. Można było zobaczyć światy obfite, opuszczone, oceaniczne, wulkaniczne, utopijne, niezgodne, kwitnące i spustoszone, a każdy z nich był tak kolorowy, dziwny i tajemniczy jak karty tych samych magów. Nie, nie tajemnicze; nic nie było niewidoczne lub nieznane Obserwatorowi. Zakładała, że ​​kiedy płaszcz opadnie na jej ramiona, taka wszechwiedza przyniesie pokój i być może na chwilę (dla nas to prawdziwa chwila, dla niej zaledwie tysiąclecie) tak się stało. Takie rzeczy zanikły. Jak wszystko. Jak wszystkie te światy, które widziała w końcu. Obserwatorka szukała, pozwalając, aby kierowało nią poczucie „zaskoczenia”. Skąd to pochodziło? I dlaczego teraz odczuwała uczucie zapadania się, które sugerowało, że spóźniła się z jej uwagą?

To nie ma sensu – nie mogę się temu dziwić. Wiem o wszystkim, co się wydarzyło, wydarzy się lub dzieje. A jednak… A jednak.

Jej umysł skanował karty, przeszukiwał nieskończoność i fala ciepła przepłynęła przez nią, zaczynając od palców, a kończąc na skórze głowy. Gdy zamknęła oczy i kontynuowała poszukiwania, pod jej powiekami eksplodowały szokujące wybuchy koloru, a po nich pojawił się zapach.

Znajomy. Pocieszający. Niemożliwe.

Cynamon, a potem coś bogatego i gryzącego, co falowało w jej kierunku na zimnym porannym wietrze. Zadzwonił dzwonek. Rozległa się pieśń, magiczne słowa, święte słowa. „Liście dzienne na pewno rosną. Liście dzienne rosną pewnie…

Istota tak potężna nie była przyzwyczajona do poczucia bezsilności, a jednak coś ją chwyciło. Zapach. Dzwonki. Pieśń. Na oczach Obserwatora talia wszechświatów, światów, zaostrzona w pojedyncze prostokąty, każdy ozdobiony symbolami i liczbami. Przyciągnęło ją wspomnienie spoza jej własnego istnienia. Niewyobrażalne, że to ją wyprzedziło. Jak? Jej dłonie zawisły nad światami, które, całkiem wyraźnie, stały się kartami. Karty pokryte symbolami. Jej ręce krążyły tu i tam, jak namagnetyzowane, wyciągane, ciągnięte i w końcu zakotwiczone nad jedną kartą.

Dłonie Obserwatora przycisnęły kartę; jej zmysły po raz kolejny zostały obezwładnione. Obrazy szybko przelatywały jej przez myśl – kwitnące drzewo nagle więdło, pokryte zarazą i zgnilizną. Drzewo rozsypało się w pył, zastąpione przez upadek kielichów, które upadły i brzęknęły, spadając na podłogę usianą zakrwawionymi mieczami.

To było wspomnienie, wiedziała to z całkowitą pewnością, a jednak nie mogło tak być. Nic nie pojawiło się przed Obserwatorem. Delikatne, papierowe dłonie chwyciły ją, zwracając jej uwagę w górę, i tam Obserwator dostrzegł ciemną obecność przewodniczącą temu bałaganowi pucharów i mieczy. Nieznajomy spojrzał na nią z góry i Obserwator wyczuł, że nie jest sama. Tak, ta obecność pochwyciła ją za ręce, ale obok Obserwatora też ktoś stał, jego młodość i witalność były tak silne jak dziki, bezczelny błysk mgławicy słonecznej rodzącej słońce.

Równie nagle, jak obrazy i nieznajomi pojawili się i pochwycili Obserwatora, zniknęli. Znów sam w neutralnej, niezakłóconej dziczy czasu i przestrzeni. Była sama, ale nie z pustymi rękami. Obserwatorka nie czuła wstrzymanego oddechu ani przyspieszonego tętna od eonów, a z biegiem czasu, być może w ciągu tygodnia, wróciła do siebie. Kiedy to zrobiła, nadal trzymała w ręku kartę, tę, która emanowała jedną, elektryzującą emocją: zaskoczeniem.

Coś się zmieni, pomyślał Obserwator. Coś zaraz pęknie.

Na karcie unoszącej się nad jej dłońmi zakwitło drzewo. Yggdrasil, Drzewo Świata. Nie zwiędł jeszcze i nie eksplodował, jak przepowiadały niepokojące wizje, ale tam, prawie niedostrzegalnie, na wysokiej, wysokiej gałęzi, zielony liść zadrżał, pożółkł i niepewnie przylgnął do swojego domu.

Yggdrasil mógł mieć na myśli wiele rzeczy, ale Obserwatorka, jak to często robiła, miała przeczucie.

Tak wiele światów, tak mało czasu. Nieskończone możliwości, tworząc nieskończone rzeczywistości. Długo obserwowałem, jak bóg-oszust sieje chaos. Dlaczego jego pragnienie zamieszania przyciągnęło teraz moją uwagę?

Mały listek na wielkim drzewie na karcie wielkości świata zadrżał ponownie i zaczął spadać.

Coś się wkrótce zmieni. Coś zaraz pęknie.



Source link

Advertisment

Więcej

Advertisment

Podobne

Advertisment

Najnowsze

Które samochody obsługują kluczyk samochodowy w Apple Wallet?

Na WWDC w 2020 r. Apple ogłosiło nowa funkcja kluczyka samochodowego, która umożliwia kontrolowanie samochodu za pomocą aplikacji Portfel na iPhonie lub zegarku...

Funkcje Galaxy AI będą dostępne w telefonach Samsung ostatniej generacji – w tym w serii S21

Według nich Samsung planuje w przyszłym miesiącu udostępnić wybrane funkcje Galaxy AI kilku starszym flagowym telefonom i tabletom za pośrednictwem aktualizacji One UI...

Apple opowiada się za sprzedażą komputerów Mac wyposażonych jedynie w 8 GB pamięci RAM

Wraz z premierą MacBooka Pro M3 w zeszłym roku wielu recenzentów i klientów skrytykował firmę za w dalszym ciągu sprzedaż komputerów klasy premium...
Advertisment